wtorek, 15 listopada 2016

Wątpliwość

PRZESILENI (fragment rozdziału „Wątpliwość”, Siódme Przesilenie, rok 2012 n. e.)
„Wjechał windą, jak przystało na przeciętnego obywatela, ale uchylając drzwi do sekretariatu, nie mógł się powstrzymać i użył przyśpieszenia, pojawiając się przy biurku sekretarki. Zapatrzona w monitor zareagowała dopiero na wypowiedziane z nienaganną dykcją powitanie. Spoglądał na nią wysoki mężczyzna o regularnej twarzy i ciemnych, krótkich włosach, które na skroniach przechodziły w subtelnie srebrzysty odcień. Idealnie dopaso

wany garnitur w stalowym odcieniu, biała koszula i granatowy krawat wydawały się oczywistym dopełnieniem wizerunku.
– Nazywam się Henk van Aken – przedstawił się. – Jestem umówiony na spotkanie z panią dyrektor.
Poderwała się z fotela i podała rękę gościowi.
– Tak, tak, oczywiście.
Była nowa. Nigdy wcześniej nie widział jej w otoczeniu Luizy. Z pewnością nie należała do środowiska. Stopień zaskoczenia świadczył o tym, że nawet z opóźnieniem nie zauważyła jego nadejścia i wykonanego manewru.
– Pani dyrektor oczekuje pana. – Wskazała drzwi gabinetu szefowej. Spojrzała mu prosto w oczy wzrokiem domagającym się kilku zdań wykraczających poza rutynową konwersację.
Uśmiechnął się i podziękował. Uprzejmie i z dystansem. Jak zwykle otoczył się niewidoczną zaporą, dając wyraźny sygnał, że nie zamierza wyjść poza oficjalne formułki. Zachowywał się tak od zawsze. Odkąd pamiętał, bo trudno było mu określić, co w jego przypadku oznaczało „od zawsze”. Dystans do ludzi nie wynikał z poczucia wyższości. Po prostu taki był. Ostrożny w kontaktach z innymi, zamknięty w sobie, niechętnie nawiązujący znajomości. Zapewne wpłynęły na to wykonywane zajęcie, środowisko, w którym żył i którego był częścią. Wyuczone nawyki i instynkty obronne przenosił do sfery prywatnej, która i tak była bardzo ograniczona.
Wszedł do gabinetu, w którym jedyne wyposażenie stanowił czarny, lakierowany stół, przypominający długi fortepian. U jego szczytu siedziała dyrektor Luiza Hinz. W ten sposób tytułowano ją na użytek zewnętrzny. Dla środowiska była jednym z koordynatorów regionalnych. Szczupła, z wyglądu pięćdziesięcioletnia kobieta o blond włosach z grzywką opadającą na czoło i zatrzymującą się na prostokątnych oprawkach okularów. Po jej lewej stronie usadowił się młody mężczyzna o idealnie łysej głowie. Skóra sprawiała wrażenie, jakby nigdy nie rosły na niej włosy. Ubrany był w czarne spodnie i czarny obcisły sweter podkreślający jego muskulaturę. Z twarzy emanowała szlachetność, spokój i pewien ironiczny dystans do świata. Jedyną ekstrawagancją wydawał się być jedynie srebrny sygnet na wskazującym palcu lewej ręki. Oboje wstali na widok przybyłego. Kobieta odsunęła się od zajmowanego miejsca i zachęcająco wskazała fotel.
– Witaj, Protektorze. Zapraszamy – powiedziała, a sama usiadła naprzeciw łysego. Zanim zaczęli rozmowę, Hinz przypomniała jeszcze sekretarce, żeby absolutnie z nikim jej teraz nie łączyła. – Możemy spokojnie rozmawiać – uśmiechnęła się sztywno do van Akena.
– Dziękuję za to spotkanie – zaczął bez zbędnych wstępów. – Jak dobrze wiecie, straciliśmy cennego Sojusznika w sektorze piątym. Odszedł nagle, z przyczyn naturalnych. – Zrobił pauzę, chcąc podkreślić ten fakt. – To oczywiście musiało kiedyś nastąpić, ale zdarzyło się zdecydowanie za wcześnie. Sojusznik pracował w idealnym miejscu i bardzo dobrze nam służył. Dzięki jego wysiłkom i znajomościom mogliśmy zaopatrywać Profanów w Europie, a nawet sektory poza Starym Kontynentem. Nie tylko zaspokajaliśmy bieżące potrzeby, ale zgromadziliśmy liczne zapasy, które jednak kiedyś się wyczerpią. Nie możemy do tego dopuścić. Fundamentaliści raczej jeszcze nie wiedzą, ale jeśli sytuacja będzie się przeciągać, zorientują się. To będzie dla nich jak wiatr w żagle. – Kolejna przerwa miała uświadomić słuchaczom niebezpieczeństwo takiego wariantu. Rozumieli to doskonale. Van Aken kontynuował: – Dlatego poprosiłem, abyście natychmiast podjęli działania zmierzające do szybkiego pozyskania nowego Sojusznika, najlepiej w tym samym miejscu. – Spojrzał na łysego, który bez słowa, powoli przesunął w jego kierunku papierową wiązaną teczkę.
– Emisariusz przygotował propozycję – wtrąciła Hinz, którą drażniła postawa nonszalancji, zwłaszcza w tak poważnej sytuacji. W gruncie rzeczy zazdrościła Emisariuszowi jego koleżeńskich relacji z Protektorem. Obaj pochodzili z Pierwszego Przesilenia. Ona ledwie z szóstego.
– Przeanalizowaliśmy kandydatury kilku osób, biorąc pod uwagę kryteria spełnione przez poprzedniego Sojusznika – łysy w randze Emisariusza mówił z szacunkiem, ale bez tonu podległości. – Oto nasza rekomendacja.
Van Aken nigdy nie zwracał uwagi na etykietę związaną z jego funkcją. Cenił sobie kulturę osobistą współpracowników, ale nie oczekiwał bizantyjskiej służalczości. Dla niego pani Koordynator była po prostu Luizą, a Emisariusz Albertem nazywanym zwyczajnie Albi. Otworzył teczkę i w milczeniu zapoznał się z dokumentacją. Z uznaniem pokiwał głową.
– Kandydatura rzeczywiście wydaje się trafiona, a co z Werbownikiem? – zwrócił się do Luizy.
W odpowiedzi dostał drugą teczkę. Analizował ją nieco dłużej niż pierwszą.
– Interesująca propozycja – ocenił, spoglądając pytająco na Emisariusza.
– Lepszej nie mógłbym zarekomendować – odparł Albi. – Kontakt z potencjalnym Sojusznikiem został już nawiązany. Oczywiście nie nastąpiło jeszcze ostateczne…
– Akceptuję. Niech Werbownik działa dalej i jak najszybciej złoży propozycję.
– Świetnie. – Emisariusz zatarł dłonie. – To na zakończenie proponuję po pigułce.
Cała trójka zażyła po czerwonej, powlekanej tabletce, każde ze swojego opakowania, które zawsze przy sobie nosili. Protektor spojrzał przez okno na rozświetlone miasto, otulone przez noc.
– Ciekawe, czy wszystkie najważniejsze decyzje zawsze zapadają po zmroku? – rzucił na zakończenie, aby trochę rozładować atmosferę.
Nie oczekiwał refleksji ze strony swoich rozmówców. Mieli ważniejsze sprawy na głowie. Wstał, pożegnał się i wyszedł. Przechodząc obok stanowiska sekretarki przystanął na moment i ukłonił się standardowo. Odpowiedziała w podobnej formie, a w ledwie dostrzegalnym ruchu jej bioder pobrzmiewał żal i rozczarowanie z powodu zachowania, które odbierała jako wyniosłość. Kierując się do wyjścia czuł na plecach jej wzrok. Westchnął cicho. Nawet gdyby zechciał odpowiedzieć na wysyłane sygnały, zagaić rozmowę i rozpoznać podłoże jej zainteresowania, teraz nie miał na to czasu. W związku z zaistniałą sytuacją miał jeszcze coś do zrobienia. Był przecież Protektorem w czasach permanentnej wojny domowej, a to oznaczało odsunięcie na drugi plan prywatności i przyjemności, zwłaszcza, kiedy sprawy komplikowały się. Stajesz się zarozumiały Henk – skarcił sam siebie, jadąc windą w dół. – Myślisz, że każda kobieta na twój widok odczuwa mrowienie, a tymczasem sekretarka może mieć po prostu zwyczaj wnikliwej obserwacji i sprawdzania gości jej szefowej.
W korytarzu znowu wygrał z pokusą skrócenia sobie drogi i użył windy.
Wysiadając na parterze budynku, uświadomił sobie wątpliwość."

wtorek, 18 października 2016

Centrum Handlowe "Cytadela"

Centrum Handlowe „Cytadela” znajdujące się w samym centrum miasta nie otrzymało swej nazwy przypadkowo. W zamierzchłych czasach wznosiły się w tym miejscu fortyfikacje nazywane właśnie Cytadelą. Później fort obrócił się w ruinę, a przestrzeń wypełnił duży, urokliwy park. Wyciszone, zielone miejsce z drzewami, łąką, ogrodami, ścieżkami spacerowymi, amfiteatrem, oczkiem wodnym, pomnikami i rzeźbami. Na obrzeżach znajdował się cmentarz wojskowy poświęcony pamięci żołnierzom, którzy kiedyś ze sobą walczyli, a teraz spoczywali razem.
Ten okres należał już do przeszłości. Stratedzy DKM uznali, że tak atrakcyjny ka-wałek ziemi w centrum Poznania musi być wykorzystany w sposób racjonalny i zdecydowali o budowie centrum handlowego. Przekonywano, że elementy zieleni umieści się w pasażach handlowych, po których też można spacerować, robiąc przy okazji zakupy. Istotnie w nowej galerii postawiono donice z pluszowymi drzewkami i krze-wami. Pomniki upamiętniające poległych przeniesiono na cmentarz komunalny. Wyburzono okalające park osiedla mieszkaniowe, bo przecież potrzebne było miejsce na parkingi. Tych, którzy protestowali, przedstawiano jako wichrzycieli zagrażających rozwojowi miasta. Skazano ich na wysokie kary finansowe, z których już się nie podnieśli. Tkwili teraz w zamkniętym kole spłacania długów, zaciągania nowych, pracy w „Cytadeli” przy rozładunku towaru oraz obowiązkowych zakupów.
Rozalię zawsze przerażał ten moloch. Dwadzieścia kilometrów kwadratowych po-wierzchni całkowitej, pełnych spoconych ludzi targających olbrzymie wózki wypchane owocami konsumpcji, wrzeszczące dzieciaki, młodociane zbiry szukające zaczep-ki, złośliwe moherowe staruchy, kieszonkowcy, a przede wszystkim kolejki. Wszędzie kolejki — na parking, po koszyk, po wędliny, po sery, do kasy, do restauracji, po lody, do bawialni dla dzieci, do działu ze sprzętem RTV, do działu ze sprzętem AGD, do sklepu z upominkami, do sklepu z odzieżą, do kręgielni, do gier i zabaw dla dzieci, do kina, do apteki sprzedającej dopalacze i znowu na parking. I jeszcze nieustannie dudniąca muzyka. Ludzie to uwielbiali albo udawali, że uwielbiają. Rozalia nienawidziła tego miejsca. Już z daleka wielki gigantyczny neon z godłem galerii przyprawiał ją o mdłości.
Leszczak skierował samochód do specjalnego wjazdu przeznaczonego tylko dla wyższego personelu Centrum Handlowego, pracowników ochrony i funkcjonariuszy Departamentu Konsumpcji Masowej.
— Proszę udać się po wózek, czekam przy wejściu H7c — rozkazał. — Ucieczka nie ma sensu — dodał zupełnie niepotrzebnie, bo Rozalia doskonale wiedziała, że nie ma dokąd uciekać. Dekaemy znajdą ją wszędzie.
Dojście do hangaru z wózkami, załapanie się na wózek i droga do wejścia H7c za-jęło jej pół godziny. Musiała poczekać, aż wózki pobierze wycieczka szkolna ze wsi Paździerzówka. Dzieci przyjechały wykonać plan konsumpcyjny za rodziców. Kiedy dotarła do Leszczaka, ten był bardzo zniecierpliwiony.
— Co tak długo? Już chciałem wysyłać list gończy.
— Była ...
— Nieważne, idziemy. Zaczniemy od RTV AGD. Czego pani potrzebuje?
— Z tego działu wszystko już posiadam...
— Nie rozmawiaj ze mną w ten sposób! — Leszczak poczerwieniał a w kącikach ust pojawiła się spieniona ślina. — Mam o tobie wszystkie informacje! Twoja lodów-ka ma pięć lat, pralka cztery, a telewizor siedem. Już czas na produkt nowej generacji!
— Moje sprzęty są sprawne – Rozalia od dłuższego czasu była przygotowana na jego wybuch. Takie typki jak Leszczak były do bólu przewidywalne.
— Jeszcze jeden sprzeciw i wlepię ci mandat karny w wysokości 200 globali! — Leszczak poczerwieniał z wściekłości. — Następny mandat wyniesie 500 globali!
Rozalia miała ochotę płakać, ale stwierdziła, że nie da satysfakcji wieśniakowi.
Szli wzdłuż regałów ze sprzętem, a Leszczak wskazywał Rozalii, co ma ładować do wózka.
— Zegar wielofunkcyjny, MP6, czajnik z filtrem, minipiekarnik, telewizor 32 cale.
— Wolę 21 cali.
— Ja decyduję...
— Jestem klientem i ja decyduję.
— Nie, jeśli klient doprowadzany jest w trybie przymusowym.
— Co za różnica, ile cali ma telewizor...
— Zamknij się ty, wredna suko! – wrzasnął tak, że poczuła na twarzy kropelki jego śliny.
— Ty chamie! — odcięła się. — Jesteś prymitywnym burakiem i założę się jeszcze, że impotentem!
Leszczak zamachnął się na Rozalię. Zmrużyła oczy, oczekując ciosu. Ręka Lesz-czaka nie doszła na szczęście do jej twarzy. Coś ją powstrzymało. To była ręka innegomężczyzny. Wyrósł jak spod ziemi, większy o głowę od Leszczaka chwycił mocno jego przegub.
— Dlaczego pan bije kobietę? — zapytał, nie puszczając jego ręki.
— Nie twoja sprawa, jestem urzędnikiem Departamentu...
— To w niczym pana nie usprawiedliwia.
Leszczak zaczął się wściekle szarpać.
— Puszczaj! Puszczaj, bo pożałujesz!
— Proszę bardzo.
Nieznajomy wybawiciel puścił przegub Leszczaka, a ten runął na półkę z telewizorami. Chwycił się jednej z nich, ale nie utrzymał równowagi. Razem z telewizorem walnął na podłogę i rozbił idealnie płaski ekran. Rozalia zauważyła kątem oka dwóch ochroniarzy idących w ich kierunku.
— Dziękuję, że stanął pan w mojej obronie — wyszeptała do nieznajomego obrońcy, który z rozbawieniem spoglądał na usiłującego powstać Leszczaka. — Czy może pan powiedzieć strażnikom, jak było?
— Myślę, że nie ma takiej potrzeby.
— Jak to?
— Sama pani zobaczy.
To mówiąc, zniknął za regałem.
(...)


sobota, 1 października 2016

Berlin

W drodze do głównej siedziby Henk zatrzymał się w Berlinie. Czynił tak od czasu do czasu, gdy chciał sobie przypomnieć to miasto. Wielkość, rozmach i dynamika metropolii imponowały mu, a jednocześnie męczyły i przytłaczały przy dłuższym pobycie. Berlin z pewnością wiele dawał, ale kto wie, czy nie jeszcze więcej wymagał. Nie był łatwy, lekki i przyjemny, a jednak stanowił cenny azyl dla wszystkich, którzy chcieli uciec od dotychczasowego życia i przynajmniej na jakiś czas stać się nierozpoznanym fantomem w kilkumilionowym, różnorodnym zbiorowisku. Wiele razy ukrywał się w mieście pełnym kontrastów, miejsc naznaczonych dobrą i złą historią, gdzie okrucieństwo i brutalność zderzały się z nadzieją i dążeniem do wolności. Wielkość kroczyła obok skromności, różnorodność obok wymuszonej jedności, światowość obok prowincjonalności, a bezwzględna dyscyplina sąsiadowała z dekadencją. Jak bardzo przypominało mu to losy jego środowiska. Nawet teraz, gdy nie musiał już się ukrywać (choć pamiętał, aby zachować wyostrzoną czujność), a po dawnych ludzkich podziałach pozostały jedynie historyczne pamiątki.

czwartek, 1 września 2016

Siódme Przesilenie, 1945 n.e.

Sama w ciemnym pomieszczeniu. Zamknięta ze wszystkich stron. Sytuacja do złudzenia przypominająca zamurowanie w zamku. Wiedziała oczywiście, że to tylko piwnica jakiegoś domu w niemieckiej mieścinie, że jest to małe okienko, przez które akurat nie wpada żadne światło, bo jest środek nocy. Forma nie była ważna. Została uwięziona. Stalowe drzwi były jak mur. Sytuacja o tyle gorsza od poprzedniej, że wtedy wiedziała mniej więcej, co z nią się stanie, choć i tak została wystawiona przez Wtajemniczonych na próbę.
Otóż to. Wtajemniczeni. Wtedy działali razem. Stanowili jedno Wtajemniczenie. Teraz stanęli przeciwko sobie, a ona wybrała jedną ze stron. Tę, która przegrywała i czekała na ostateczny cios. W oddziale, który ją pojmał, byli ludzie i Przesileni. Ci drudzy nie zdradzali się z pochodzeniem, ale wyczuła, że ludzie mają świadomość, komu służą i godzą się na to. Gdyby to byli tylko ludzie, zwyczajni żołnierze zwycięskiej armii prącej na zachód, dałaby się po prosu zastrzelić. Pewnie nawet nie zakopywaliby jej, co najwyżej płytko. Zdołałaby się odkopać. Gdyby próbowali ją zgwałcić, popełniliby błąd. Co mogli z nią zrobić Przesileni? Na razie nie robili nic? Na co czekali? Na rozkazy Przywódcy? Za późno było na żale, że nie stanęła po jego stronie. Hag namawiał ją do tego, ale nie chciała mieszać się w ten konflikt. Czuła się zdradzona przez Wtajemniczenie. Zrzucili ją kiedyś ze szczytu władzy, zarzucając, że wysuwa się na pierwszy plan.
Minęło kilkaset lat i zrobili to samo, na dodatek zaczęli walczyć ze sobą. Początkowo nie stanęła po żadnej ze stron i przeniosła się do neutralnej Szwecji. A trzeba było posłuchać Haga. Jej dwukrotnego opiekuna, którego zdominowała i wielokrotnie odrzuciła. A jednak wykazał się lepszym instynktem. Wszak znał ich o wiele dłużej.
Niech będzie, co ma być – pomyślała zrezygnowana. – Nie dożyje nawet do końca jednego Przesilenia. Z drugiej strony jej wojownicza natura dobijała się o krwawe odejście. Kiedy po mnie przyjdą, niech się pomęczą. Niech kilkoro zginie bohaterską śmiercią. Z takim postanowieniem napięła mięśnie, słysząc szczęk ciężkich drzwi.
– Spokojnie – rozległ się szept, a w celi zamajaczyła sylwetka w mundurze radzieckiego majora.
– Hag? – nie mogła uwierzyć, że osobiście się pofatygował.
– Tak, to ja.
– Co tu robisz?
– Mamy rozkaz do wykonania.
– Chyba ty masz – prychnęła. – Jeśli chcesz osobiście zaprowadzić mnie na egzekucję, będziesz pierwszym, na którego się rzucę.
– Spokojnie – powtórzył, cofając się. – Nie będzie żadnej egzekucji. Mamy rozkaz wydostać Wodza z bunkra w Berlinie i dostarczyć go do Moskwy.
– O czym ty mówisz? Stoimy pod dwóch stronach. Ty po zwycięskiej.
– Nie. Wszystko ci wyjaśnię. Nigdy nie było żadnego konfliktu między Wodzem i Przywódcą. Stworzyli dwa fronty, aby zintensyfikować wojnę, chaos i kryzys na świecie. Chcieli być po obu stronach, żeby wszystko kontrolować. Odnieść zwycięstwo niezależnie od wyniku wojny w pojęciu ludzi. Udało się.
– Co się udało? Na Zachodzie przegraliśmy.
– Rozszerzyliśmy nasze panowanie. Zrujnowaliśmy ludziom świat. Zdobyliśmy wiele przyczółków i stref wpływów oraz pożywienia. O to chodziło. Wojna skończy się, ale stan wojennego zagrożenia długo jeszcze będziemy utrzymywać i czerpać z tego korzyści. Teraz Wódz i Przywódca znowu będą razem tworzyć Wtajemniczenie. Będziemy im potrzebni.
Odwróciła się plecami, gapiąc się w ciemną ścianę. Naziści zwerbowali ją trzy lata temu. Pretekstem była duża aktywność Profanów, którzy próbowali wykorzystać konflikt. Najpierw pracowała dla niemieckiego wywiadu na terenie Szwecji, później przerzucili ją na ziemie polskie. Przewinęła się przez fabryki śmierci i krwi. Ponownie poczuła się jak wtedy na zamku, a pamiątka pod włosami tylko potęgowała to wrażenie. Znowu jej to odebrano. Krwi w obozach było tyle, że wysyłano ją masowo Fundamentalistom. Nazistowskim fundamentalistom. Po tym, co przed chwilą usłyszała, już nie była taka pewna.
– Jakie nosisz nazwisko, Hag? – zapytała, nie odwracając się.
– Jurczenko.
– Major Wadim Jurczenko. – Odwróciła się i spojrzała mu prosto w oczy. – Niemiecki wywiad uważał cię za wysoko postawioną szychę u Sowietów. Wiedziałeś o planach Wtajemniczenia.
– Nie od początku.
– Ale w końcu ci powiedzieli! – podniosła głos. – Dlaczego nie dałeś mi znać?
– Bo taki był rozkaz – on też odezwał się głośno. – Nie polemizuje się z rozkazami Wtajemniczenia. Grałaś swoją rolę, a teraz oboje otrzymaliśmy nowe zadanie. Powinnaś czuć się wyróżniona. Wielu naszych po niemieckiej stronie poniosło i poniesie ofiarę, nie będąc świadomymi, w czym uczestniczą.
– Rozumiem, że po raz trzeci mianowano cię moim opiekunem? – nie czuła się wyróżniona.
– Tym razem jesteśmy partnerami. Wiesz dokładnie, gdzie on przebywa?
– Wódz? Sami przecież dobrze wiecie. W berlińskim bunkrze.
– Owszem, ale nie tym, o którym wszyscy myślą – pochwalił się wiedzą wywiadowczą. – Zresztą do głównego bunkra moi ludzie też zajrzą, żeby zrobić małą inscenizację. W tym czasie my będziemy z Wodzem w drodze do Moskwy. Pod warunkiem, że wskażesz mi ten bunkier. Powinna przyjąć założenie, że może to być podstęp. Zrobiłaby tak, gdyby tej wiadomości nie przyniósł Hag. Wiedzieli, kogo przysłać. Nie był w stanie jej oszukać.

– Rozkaz to rozkaz – wyprostowała się i poprawiła mundur. – Na Berlin.

PRZESILENI, wydawnictwo e-bookowo https://www.e-bookowo.pl/proza/przesileni.html

środa, 17 sierpnia 2016

Jheronimus Bosch

Minęło 500 lat od pochowania Hieronima Boscha (09.08.1516). Dokładna data dzienna jego śmierci nie jest znana. Co do daty narodzin nie ma też pewności (ok. 1450). Jeszcze bardziej zagadkowa była jego twórczość. Naprawdę nazywał się Jeroen Anthoniszoon van Aken. Jego obraz "Wędrowiec" ilustruje mój profil i powieść "Przesileni". Dlaczego? Ma to spore znaczenie, nie tylko symboliczne. 
https://www.e-bookowo.pl/proza/przesileni.html

wtorek, 26 lipca 2016

PRZESILENI - najnowszy ebook

Rok 5110 p. n. e. Pierwsze Przesilenie. Pewien człowiek budzi się w środku ścieżki na skraju lasu. Nie wie, jak się nazywa, ani skąd się tam znalazł. Czuje się jakby dopiero zaistniał, a jednocześnie wewnętrzna intuicja podpowiada mu, że być może istniał już wcześniej. Wkrótce poznaje kogoś podobnego do niego i wspólnie odkrywają swoją naturę. Tym odkryciem on i jemu podobni będą odtąd żyć… przez tysiąclecia.
Rok 2012 n. e. Schyłek Siódmego Przesilenia. Protektor Henk van Aken przybywa do Poznania, aby zatwierdzić rozpoczęcie procedury werbunku nowego Sojusznika. Od tego zależy czy Profani zachowają nowy styl życia kończący ich tysiącletnie udręki. Trzeba się śpieszyć, gdyż Fundamentaliści już wyczuli szansę i wysyłają swoich ludzi, aby pokrzyżować plany Werbownika.
Stawką jest bezkrwawe życie lub powrót do krwawej konsumpcji, przy której jak kiedyś nie zawsze będzie możliwość wyboru pożywienia.

niedziela, 24 lipca 2016

PRZESILENI

Na stronie wydawnictwa ‪e-bookowo‬ dostępny jest już mój najnowszy‪ ebook‬ ‪powieść‬ "Przesileni", Tradycyjnie ‪fantastyka‬, tradycyjnie najważniejszym miejscem jest ‪Poznań‬, ale bohaterowie wędrują też przez wiele innych miejsc w Europie. 
O czym jest książka? Najkrócej mówiąc bohaterami są ‪wampiry‬ i ludzie, ale to spore uproszczenie. Moi bohaterowie to ‪Przesileni‬ Tak siebie nazywają i mają ku temu podstawy. Słowo „Wampir” ma funkcjonować w masowej, ludzkiej wyobraźni. Słowo „Przesilony”, choć też zapożyczone od ludzi, znane jest nielicznym. Podobnie jak „Profan” i „Fundamentalista”.
Podziękowania:
Dla wydawnictwa e-bookowo, w szczególności Katarzyny Krzan i Patrycji Żurek za dobrą współpracę, wnikliwą redakcję i korektę, okładkę, a przede wszystkim za życzliwość i cierpliwość.
Dla Marii Magdaleny za wspólne pisanie kilka lat temu na Portalu Pisarskim, kiedy powieść nie była jeszcze nawet wstępnym projektem, co później zaowocowało pomysłem na jeden z wątków, który okazał się dosyć istotny (wiem, że to skomplikowane, ale MM będzie wiedziała, o co chodzi).