poniedziałek, 25 lutego 2013

Faanar-Aal


Opowiadanie, które startowało w konkursie zorganizowanym przez Portal Pisarski pt. "Ostatnia kawa. Koniec świata u progu". Miejsca na podium nie udało się zdobyć, a przyznać trzeba, że konkurencja była spora. 
Opowiadanie oceńcie sami. 


-----------------------------------------------------------

Nadzbiorczy Atid-Ball Nass przysiadł na żwirowatym nabrzeżu morza Ekhan. Podparł się na krótszych, dolnych odnóżach, a dłuższe wygodnie wyprostował. Wpatrywał się w łagodne fale pomarańczowego żelu oddając jednoczenie swoje receptory czuciowe na przyjemne oddziaływanie krystalicznego żwirku. Sto skoków dalej płaska plaża przechodziła w łagodne wzgórze porośnięte karłowatymi drzewami lidnu o energetycznych, kulkowatych liściach. Nass przymrużył główne oko, dwa pomocnicze pozostawiając odsłonięte, wyprężył tułów rozpościerając jak najszerzej skrzydlate narośle i odkrył całkowicie klatkę mózgową. Przypomniał sobie czasy swojej młodości, kiedy przychodził w to samo miejsce i ładował się energią oczyszczającą ciało i umysł. Zakątek nie zmienił się ani odrobinę. Aż trudno uwierzyć, zważywszy na to, co działo się dookoła. Czy gdzieś jeszcze zachowało się coś podobnego?
Odwinął jeden z nitkowatych czułków oplatających śródciało i sięgnął do niewielkiej tuby, którą nosił ze sobą. Czułek wsunął się do otworu w naczyniu i pobrał substancję. To przypomniało Nadzbiorczemu, jak wiele zmieniło się od czasów młodości, chociaż nabrzeże wyglądało jeszcze tak samo. Kiedyś nie musiał sięgać po żadną substancję. Wystarczyło obcowanie z otoczeniem.
- Pełności i Równowagi – usłyszał za sobą głos.
Drugi z jego czułków wyprostował się i rozpoznał Zbiorczą Naama-Biila Zenta. Była najlepszą wychowanką z jego zbioru asekuracyjnego. Nie spodziewał się jej tak szybko. Z drugiej strony czas bardzo się kurczył.
- Usiądź obok mnie. Warto poczuć i zapamiętać ten widok – zaprosił.
Zenta zajęła miejsce obok swojego mentora. Wzdrygnęła się na widok czułka zatopionego w tubie. Od tego wszystko się zaczęło.
- Wiem, co odczuwacz – stary Nass bezbłędnie wyłapywał wszystkie emocje rozchodzące się w atmosferze. Dlatego został Nadzbiorczym i szkolił asekurantów.
- Moje odczucia interakcyjne są nieuporządkowane do tego stopnia, że nawet ty nie jesteś w stanie wyłapać wszystkich. – Jej odpowiedź pozbawiona była zwyczajowego szacunku.
Nass wiedział, co to oznacza. Uznała go za winnego. Wszyscy tak uznali, a przecież kiedyś popierali go bezwarunkowo. Ludzie powiedzieliby, że został kozłem ofiarnym. Nigdy nie potrafił zrozumieć znaczenia tego zwrotu.
- Czuję, co postanowiliście – wyjął czułek z tuby i owinął dookoła śródciała. – Niepotrzebnie prowadziliście rozważania. Czułem wasze decyzje zanim jeszcze zalęgły się w waszych zmysłach.
- Zbiór zdecydował, że nie przemieścisz się z nami – miała obowiązek wyrecytować decyzję. – Nie jesteś już Nadzbiorczym.
- To logiczne – odparł spokojnie. – Kto mnie zastąpił.
- Tanuus-Miid Edaar.
- Rozważna decyzja, ale sądzę, że należało wybrać ciebie. Ty jedna przestrzegałaś przed sprowadzeniem do nas Ludzi.
- Rozważano moją kandydaturę, lecz odmówiła – nie wspomniała, że zrobiła to, gdyż zachowała resztki sentymentów do Nassa.
- Dokąd się przemieszczacie?
- Tajemnica. Nie możesz o tym wiedzieć. Nie dopuszczamy myśli, że wyjawiłbyś komukolwiek, ale Ludzie mają różne sposoby na wydobywanie zeznań.
Znowu nie powiedziała mu całej prawdy. Zbiór obawiał się, że uzależnienie Nassa jest tak silne, iż Ludzie łatwo skuszą go w zamian za regularną dostawę napełnionych tub.
- Gdziekolwiek polecielibyście i tak zostałbym tutaj – westchnął były już Nadzbiorczy. – Swoją decyzją nie wyprzedziliście mojej.
Nass zawsze uważał Faanar-Aal za najwartościowszy Byt w całym Bezmiarze. Sama nazwa oznaczała po prostu piękne miejsce. Atid-Ball był dumny z gęstych, pomarańczowych zbiorników płynnych, krystalicznej powierzchni, niebieskiej roślinności i przepięknej, żółtej atmosfery, która na czas spoczynku zmieniała się w kojący beż. To Faanar-Aal była kolebką potęgi, z której Faanarczycy wyruszyli odkrywać nowe Byty w Bezmiarze. Nigdy nie pogodził się ze zmianą nazwy Zbiorowości na Bezmierni i sam siebie z dumą nazywał Faanarczykiem. Nie przeszkadzało mu to kierować dalekimi misjami Zbioru i badać nowe Byty, nawiązywać kontakty z ich mieszkańcami oferować im Pełność i Równowagę. Tym, którzy potrafili przyjąć.
Mieszkańców niebiesko-zielonego Bytu długo próbowali przekonać do swojego modelu życia. Chociaż Ludzie znajdowali się na niskim etapie rozwoju, szybko robili postępy. A jednak pełność umysłu i równowaga organizmu nie leżały w ich naturze. Byli tak nieokrzesani, niedoskonali i destrukcyjni, że Bezmierni pewnie pożegnaliby ich na zawsze, gdyby nie czarny napój. Próbując go po raz pierwszy poczuli Pełność i Równowagę jakiej jeszcze nigdy nie doświadczyli. Dziwili się, że ludzie, którzy spożywają napój w ogromnych ilościach nie odczuwają go w podobny sposób, ale to tylko potwierdzało tezę, że nie są predystynowani do wyższego poziomu doskonalenia. Nass wyraził wtedy przekonanie, że nawet na Bytach z bardzo niepełną i niezrównoważoną zbiorowością można znaleźć zjawiska zasługujące na asymilację ze Zbiorem Bezmiernych. Tak przecież budowali swoją wartość, krążąc od Bytu do Bytu i pobierając to, co ich budowało.
Zabrali więc na Faanar-Aal sadzonki roślin, z których ludzie wyrabiali napój. Przyswoili dokładną receptę jak uzyskać czarny, aromatyczny płyn, rozszerzający ich pojmowanie. Nic z tego. Większość sadzonek nie przyjęła się, a z nielicznych wyprodukowali ohydną ciecz, która drażniła wszystkie zmysły. Wrócili więc na niebiesko-zielony Byt i zabrali sporą część ludzkiej populacji. Nie musieli specjalnie namawiać. Ludzie zgłaszali się ochoczo zachęceni obietnicą życia w lepszym świecie. Na Faanar-Aal Bezmierni stworzyli ludziom warunki do życia, zmodyfikowali skład atmosfery, przetworzyli żelowe płynności w substancję o składzie identycznym jak woda i oddali do dyspozycji spore przestrzenie swojego ogromnego Bytu. Na szczęście sami nie mieli problemu z przystosowaniem się do każdych warunków. Atid-Ball Nass zaproponował wtedy, żeby Bezmierni i Ludzie stworzyli dwa dopełniające się zbiory. – Będziemy żyli osobno lecz razem. Ludzie dopełnią nas swoim napojem, my zaś dopełnimy ich bytność w naszych warunkach, wierząc, iż Faanar-Aal wyzwoli w nich Pełność i Równowagę, której nie dostąpili na własnym Bycie – wyłożył swoją filozofię, a Bezmierni uczynili go swoim Nadzbiorczym.
Produkcja napoju ruszyła pełną parą, a Ludzie zadomowili się na Faanar-Aal. Wkrótce okazało się, że zadomowili się za bardzo. Zaczęli domagać się nowych obszarów i coraz większych praw, a gdy nie otrzymywali tego, co chcieli wstrzymywali produkcję napoju. Poza tym rozmnażali się w tempie nie znanym dotąd Bezmiernym. O ile na początku ludzie stanowili połowę populacji Bezmiernych, to bardzo szybko uzyskali trzykrotną przewagę. Zaczęli zbroić się wykorzystując dostępne surowce i wkrótce rozpoczęli otwartą wojnę z Bezmiernymi, których sytuacja całkowicie zaskoczyła. Nigdy nie musieli bronić się na swoim terenie. Ich zbiorowości nie były dostatecznie przygotowane, zaś asekurantów szkolono do przemieszczania się w Bezmiarze i odkrywaniu nowych bytów. Rozpoczęto pośpieszne szkolenia obronne, ale było za późno. Poza tym wielu Bezmiernych pragnących napoju wolało poddać się Ludziom. Zagłada stała się faktem.
- Nie doceniliśmy Ludzi – Nass złożył skrzydlate narośle i znowu zanurzył czułek w tubie.
- Nasze zmysły zostały zmącone przez ich napój – Zenta ze wstrętem obserwowała jak czułek Nassa podryguje wchłaniając czarny płyn.
Przestała go pić jako jedna z pierwszych, zrozumiawszy do czego to prowadzi. Niewielu Bezmiernych potrafiło z tym zerwać, ale ci uratowali się i mieli szansę na nowe życie w innym miejscu. Teraz opuszczali na zawsze Faanar-Aal oddając Byt Ludziom. Ci, którzy pozostali pod wpływem napoju, a nie zostali jeszcze unicestwieni, stali się niewolnikami lub uciekinierami jak Nass. W obu przypadkach ich czas był policzony.
- Żegnaj Atid-Ball – podniosła się otrzepując żwirek. Nie życzyła już Pełności i Równowagi, wiedząc, że on już ich nie zazna. Nie była pewna czy jej będzie dane nadal opierać się na tych dwóch filarach zbiorowości, której resztki właśnie ewakuowały się.
- Pełności i Równowagi – odparł na przekór Nass wysączając ostatnie kropelki. – I Kawy – dodał, gdy Zenta była już daleko, a na nabrzeżu zamajaczyły pierwsze ludzkie sylwetki.

poniedziałek, 21 stycznia 2013

Początek. Czego?


Przedstawiam tekst będący początkiem ciągle nie skonkretyzowanego pomysłu, który jednak nie daje mi spokoju i ciągle o sobie przypomina. Ile razy odkładam go "na półkę" zawsze wraca. Może ktoś zechce przyłączyć się do wspólnego pisania?
------------------------------------------------------------------------------------------------

To nie była typowa kancelaria adwokacka. Nie mieściła się w luksusowym biurowcu, ani w odrestaurowanej kamienicy na starym mieście. Nie miała recepcji, obszernego holu, ani nowoczesnej grafiki na ścianach względnie klasycznego malarstwa. Prawnik nie przyjmował za szerokim biurkiem i nie siedział na wygodnym skórzanym fotelu.
W mieście nie było drugiej takiej kancelarii, mieszczącej się w zwyczajnym, dwupokojowym mieszkaniu, w szarym bloku. Wąski przedpokój służył za szatnię, mniejszy pokój za poczekalnię, a większy z aneksem kuchennym, jako gabinet właściciela. W takiej scenerii swoje interesy prowadzili lekarze, korepetytorzy, czasem właściciele jednoosobowych biur rachunkowych, ale nigdy adwokaci.
To jednak nie była zwyczajna kancelaria adwokacka. Prowadził ją specyficzny adwokat. Stwierdzenie, że walczył z systemem, byłoby przesadą. Owszem Stanisław Sucholeski był w opozycji do systemu, ale wbrew obiegowej opinii, nie walczył z nim. Żył w przekonaniu, że systemu nie da się pokonać, natomiast ze względów biologiczno-społecznych, sam kiedyś upadnie. Starał się żyć, na ile to możliwe obok systemu i w miarę swoich możliwości ograniczać jego negatywne skutki. Bronił tych, którzy znaleźli się na celowniku Senioryzmu. Czasem w wyniku zamierzonej działalności, a zazwyczaj zupełnie przypadkowo. Trafiali do niego ludzie, którzy nie mogli już liczyć na żadną pomoc. Na przykład tacy jak Alicja, która siedziała teraz w poczekalni.

------------------------------------------------
CDN? Nie wiem...

poniedziałek, 14 stycznia 2013

Już niewiele czasu zostało, żeby zdążyć na Wielki Konkurs Katastroficzny (i kawę). Termin nadsyłania tekstów upływa o północy 30 stycznia 2013 r. Czy ta data oznacza coś więcej nie mam pojęcia, ale nie jest wykluczone, że wszyscy, którzy wezmą udział w konkursie przetrwają ewentualny koniec świata. 
http://www.portal-pisarski.pl/news/2012/11/30/wielki-konkurs-katastroficzny

piątek, 4 stycznia 2013

Pomysł na Gorącą Antologię zrodził się w umyśle Katarzyny Krzan, redaktor naczelnej wydawnictwa E-bookowo i portalu Strefa Autora. Umyśle – dodajmy – owładniętym gorączką z powodu szalejącej grypy. Z tego powodu wiele tekstów zgromadzonych w tej książce (przede wszystkim prozatorskich) nosi znamiona szaleństwa, sennych majaczeń bądź irracjonalnych wizji kłębiących się bez opamiętania i umiaru. Zabieg to jak najbardziej celowy i w szaleństwie swym uzasadniony, ma on bowiem wprawić czytelnika w podobnie gorączkowy stan balansujący na granicy snu i jawy, fikcji i faktów, zmyślenia i rzeczywistości.
Do pobrania http://www.e-bookowo.pl/proza/goraca-antologia.html

wtorek, 1 stycznia 2013

Wymyślony (fragment z I rozdziału)


(...)
Na początku poczuł świadomość. Właściwie dopiero później zrozumiał, że to była świadomość. Wtedy czuł jak buduje się jego postać, kawałek po kawałku, głowa, tułów, kończyny, aż zorientował się, że może chodzić i rozglądać się. Nie bardzo jednak miał, dokąd iść i za czym się rozglądać. Stał, a być może, płynął w szarej przestrzeni. Minęło znów trochę czasu, zanim się zorientował, że może odbierać obraz. W przestrzeni pojawiły się płaszczyzny, a pomiędzy nimi przestrzenne przedmioty większe i mniejsze o różnych kolorach. Podszedł do jednego z nich i po prostu usiadł na nim. Mimo że nigdy wcześniej nie widział czegoś podobnego, wiedział, do czego służy i jak z tego korzystać. Zrodziła się w nim też wiedza, że istnieje czynność taka jak siadanie, a jeśli tak, to można również wstać. Tego wcześniej również nie widział.
Ale co to znaczy „wcześniej”? Kiedy było to „wcześniej” i czy było? Zastanawiając się nad tym, czuł mrowienie na głowie i wewnątrz niej. Uczucie bardzo przyjemne. Zmniejszało się jego otępienie, pojawiła się rześkość, ostrość spojrzenia, a przede wszystkim zrozumienie otoczenia. Wiedział już, nie wiadomo skąd, że znajduje się w pokoju, siedzi na fotelu, a obok stoją jeszcze stół szafa, inne fotele, na ścianie wisi obraz, a to drugie to nie obraz, tylko okno na świat zewnętrzny.
Kolejna zmiana. Do otoczenia wdarło się coś nowego. Poruszało się. Nie było przedmiotem. Nie było uchwytne, ale słyszalne.
Dźwięk.
Potrafił je wyczuć. Odnalazł w sobie kolejny zmysł.
Źródło dźwięku było bardzo blisko. Pulsowało rytmiczne i aktywne. Poszerzenie świadomości i już wiedział, że to muzyka z radia. Obok falował drugi dźwięk. Dobiegał spoza pokoju. Przytłumiony, monotonny, prawie usypiający.
Szum wody.
— Skąd ta woda?
— Z łazienki.
— Co to jest łazienka?
Rozmawiał sam ze sobą i otrzymywał odpowiedzi. Z łazienki wyszła postać, jeszcze ociekająca wodą. Wyglądała prawie jak on, chociaż niezupełnie. Nie miała na sobie ubrania, ale to nie o to chodziło.
— Co nas różni?
— Płeć. Ja jestem mężczyzną. Ona kobietą.
— Czy to jej miejsce?
— Tak, to jej mieszkanie.
— Co tu robię?
— Jestem tu dla niej.
— Kim ona jest? Co mam robić?
— Najdalej za kilka minut dowiem się wszystkiego.
— Czy ona mnie widzi?
— Jeszcze nie.
— Kiedy mnie zobaczy?
— Sam o tym zdecyduję, kiedy będzie trzeba. Nie zobaczy mnie nikt, kto nie będzie musiał (...)



ebook dostępny na stronie wydawnictwa e-bookowo http://www.e-bookowo.pl/proza/wymyslony.html

sobota, 29 grudnia 2012

Rozmowa


(...)
Ściana przed nimi zajaśniała jeszcze bardziej, a wszystkie pozostałe płaszczyzny stały się ciemnofioletowe. Florencja i Cardiff instynktownie przysunęli się do jaśniejszej części. Na ścianie pojawił się tekst:

TAK BYŁO. TAKI BYŁ MÓJ POCZĄTEK:

Uczynili też pektorał, wykonany przez biegłych tkaczy w ten sam sposób jak efod ze złota, z fioletowej i czerwonej purpury, z karmazynu i z kręconego bisioru.
Pektorał był kwadratowy, a długość jego i szerokość wynosiły jedną piędź. Był on podwójnie złożony.
Umieścili na nim cztery rzędy drogich kamieni; w pierwszym rzędzie rubin, topaz i szmaragd; w drugim rzędzie granat, szafir i beryl; w trzecim rzędzie opal, agat, AMETYST; wreszcie w czwartym rzędzie chryzolit, onyks i jaspis. Były osadzone w oprawach ze złota w odpowiednich rzędach.
Kamienie te otrzymały imiona dwunastu synów Izraela; było ich dwanaście według ich imion; były ryte na wzór pieczęci, każdy z własnym imieniem według dwunastu pokoleń.

Po zakończeniu cytatu znów pojawiły się wielkie litery:

NIE BYŁEM JEDEN, LECZ Z INNYMI
LUDZIE, KTÓRZY NAS WYKONALI WIEDZIELI, ŻE TAK POSTĄPIĆ MUSZĄ
IMIONA SPEŁNIŁY SWOJE ZADANIE
NIEKTÓRZY Z NAS ZOSTALI WEZWANI PONOWNIE
WRAZ Z NOWYMI

Tekst zniknął, a pojawiły się słowa zapowiadające drugi cytat.

TAK BĘDZIE:

Nowe Jeruzalem

A warstwy fundamentu pod murem Miasta zdobne są wszelakim drogim kamieniem.
Warstwa pierwsza − jaspis,
druga − szafir,
trzecia− chalcedon,
czwarta − szmaragd,
piąta − sardoniks,
szósta − krwawnik,
siódma − chryzolit,
ósma − beryl,
dziewiąta − topaz,
dziesiąta − chryzopraz,
jedenasta − hiacynt,
dwunasta − AMETYST. 

I znowu wielkie litery:

NIE BĘDZIE MIASTA BEZ FUNDAMENTU
FUNDAMENT MUSI BYĆ KOMPLETNY
TRZEBA ZEBRAĆ DWANAŚCIE WARSTW

Gdy i ten tekst zniknął, pojawiło się jedno słowo:

PYTAJCIE

Pierwszy zareagował Cardiff, który pamiętał słowa dziadka o pektorale Aarona i tekście człowieka imieniem Jan. Zapytał, czy te teksty właśnie ujrzeli. Wyświetlił się napis potwierdzający.

PIERWSZY TEKST TO ŚWIADECTWO
DRUGI TEKST TO ZAPOWIEDŹ, KTÓRĄ TRZEBA WYPEŁNIĆ

− Kto ma to zrobić? – Florencja domyślała się, jaka będzie odpowiedź, ale chciała to usłyszeć

WY Z POMOCĄ MOJĄ I WASZYCH PRZYJACIÓŁ

− Jak?

ZACHOWALIŚCIE TRZEŹWOŚĆ UMYSŁU, NIE DALIŚCIE WIARY W DOSKONAŁOŚĆ, KTÓRA JEST UŁOMNOŚCIĄ
SPÓJRZCIE , JAK DALEKO ZASZLIŚCIE
UWIERZCIE W SIEBIE
TO, CZEGO DOŚWIADCZACIE I CZEGO DOŚWIADCZYCIE, WYKRACZA POZA ZŁUDNE WYOBRAŻENIE LUDZKIEJ DOSKONAŁOŚCI
TO DOŚWIADCZENIE POŁĄCZYŁO WAS
RAZEM BĘDZIECIE ŻYĆ
RAZEM BĘDZIECIE POSZUKIWAĆ

− Gdzie mamy szukać innych kamieni, warstw?

SĄ ROZPROSZONE W JEDNYM MIEJSCU
SĄ WOKÓŁ WAS, TAK JAK BYŁEM JA
ZBUDUJCIE FUNDAMENT Z DWUNASTU WARSTW
DWUNASTA WARSTWA TO JA
POZOSTAŁE ZBIERZCIE I PRZECHOWAJCIE W DWUNASTEJ
NASTĘPNIE POŁĄCZCIE WEDŁUG KOLEJNOŚCI

− Jak je połączyć? W, którym miejscu?

DOWIECIE SIĘ, KIEDY BĘDĄ WSZYSTKIE

− A co później?

WASZYM ZADANIEM JEST ODNALEŹĆ I UŁOŻYĆ WARSTWY
RESZTA DOKONA SIĘ

− Co dokona się?

TO, CZEGO PRÓBOWANO DOKONAĆ LUDZKIM SPOSOBEM, LECZ SPOSÓB TEN NIE WYSTARCZYŁ, ABY OBNAŻYĆ NIEDOSKONAŁOŚĆ DOSKONAŁYCH
NIE WYSTARCZYŁ, ABY ICH ZATRZYMAĆ

− Więc jak ich zatrzymać?

DOWIECIE SIĘ, GDY ODBUDUJECIE FUNDAMENT

− Dlaczego nie powiesz nam teraz?

WIELE CZASU UPŁYNĘŁO, ZANIM ZROZUMIELIŚCIE MNIE I TO, CO WAM DAJĘ. A PRZECIEŻ OD DAWNA BYŁEM PRZY WAS
TO, CZEGO WAM TERAZ POWIEDZIEĆ NIE MOGĘ, JESZCZE TRUDNIEJ BĘDZIE WAM ZROZUMIEĆ
NIE JESTEŚCIE PRZYGOTOWANI
NIE WASZA TO WINA, LECZ ŚWIATA, W KTÓRYM ŻYJECIE
NIECH, WIĘC WYDARZY SIĘ TO, CO MA SIĘ WYDARZYĆ
WÓWCZAS ZROZUMIECIE, A MOJE SŁOWA OKAŻĄ SIĘ ZBĘDNE

Ściana znów zrobiła się pusta, jej blask stopniowo słabł, aż zniknął.

(...)

Fragment powieści "Dwunasta warstwa" http://www.e-bookowo.pl/proza/dwunasta-warstwa.html

czwartek, 27 grudnia 2012

Czekanie


Osaczyli mnie. Nie mam dokąd uciekać.
Zabili we mnie wszystko.
Radość, nadzieję, przyszłość i przeszłość.
Zabili miłość. I drobne przyjemności.
Kiedyś ich kochałem. Kiedyś im ufałem.
Nic już nie czuję.
Nie potrafię nawet nienawidzić.
Widzę tylko ich wykrzywione i zaślinione usta.
Spływają po nich kawałki mnie.
Czuję jak ściskają mój mózg i wykręcają duszę.
Mogę tylko czekać w nieustającej udręce.