Minęło 500 lat od pochowania Hieronima Boscha (09.08.1516). Dokładna data dzienna jego śmierci nie jest znana. Co do daty narodzin nie ma też pewności (ok. 1450). Jeszcze bardziej zagadkowa była jego twórczość. Naprawdę nazywał się Jeroen Anthoniszoon van Aken. Jego obraz "Wędrowiec" ilustruje mój profil i powieść "Przesileni". Dlaczego? Ma to spore znaczenie, nie tylko symboliczne.
https://www.e-bookowo.pl/proza/przesileni.html
Opisując zjawiska tajemnicze, mistyczne, niesamowite lub po prostu dziwne, umiejscawiam akcję w banalnej rzeczywistości, w miejskim otoczeniu z jego dobrymi i gorszymi stronami. W tej przyziemnej codzienności kryją się prawdziwe tajemnice. Trzeba je tylko zauważyć.
środa, 17 sierpnia 2016
wtorek, 26 lipca 2016
PRZESILENI - najnowszy ebook
Rok 5110 p. n. e. Pierwsze Przesilenie. Pewien człowiek budzi się w środku ścieżki na skraju lasu. Nie wie, jak się nazywa, ani skąd się tam znalazł. Czuje się jakby dopiero zaistniał, a jednocześnie wewnętrzna intuicja podpowiada mu, że być może istniał już wcześniej. Wkrótce poznaje kogoś podobnego do niego i wspólnie odkrywają swoją naturę. Tym odkryciem on i jemu podobni będą odtąd żyć… przez tysiąclecia.
Rok 2012 n. e. Schyłek Siódmego Przesilenia. Protektor Henk van Aken przybywa do Poznania, aby zatwierdzić rozpoczęcie procedury werbunku nowego Sojusznika. Od tego zależy czy Profani zachowają nowy styl życia kończący ich tysiącletnie udręki. Trzeba się śpieszyć, gdyż Fundamentaliści już wyczuli szansę i wysyłają swoich ludzi, aby pokrzyżować plany Werbownika.
Stawką jest bezkrwawe życie lub powrót do krwawej konsumpcji, przy której jak kiedyś nie zawsze będzie możliwość wyboru pożywienia.
niedziela, 24 lipca 2016
PRZESILENI
Na stronie wydawnictwa e-bookowo dostępny jest już mój najnowszy ebook powieść "Przesileni", Tradycyjnie fantastyka, tradycyjnie najważniejszym miejscem jest Poznań, ale bohaterowie wędrują też przez wiele innych miejsc w Europie.
O czym jest książka? Najkrócej mówiąc bohaterami są wampiry i ludzie, ale to spore uproszczenie. Moi bohaterowie to Przesileni Tak siebie nazywają i mają ku temu podstawy. Słowo „Wampir” ma funkcjonować w masowej, ludzkiej wyobraźni. Słowo „Przesilony”, choć też zapożyczone od ludzi, znane jest nielicznym. Podobnie jak „Profan” i „Fundamentalista”.
Podziękowania:
Dla wydawnictwa e-bookowo, w szczególności Katarzyny Krzan i Patrycji Żurek za dobrą współpracę, wnikliwą redakcję i korektę, okładkę, a przede wszystkim za życzliwość i cierpliwość.
Dla Marii Magdaleny za wspólne pisanie kilka lat temu na Portalu Pisarskim, kiedy powieść nie była jeszcze nawet wstępnym projektem, co później zaowocowało pomysłem na jeden z wątków, który okazał się dosyć istotny (wiem, że to skomplikowane, ale MM będzie wiedziała, o co chodzi).
poniedziałek, 11 stycznia 2016
Dwunasta warstwa (fragment)
Przed windą spotkała trzech funkcjonariuszy SNRP. Zamiast: „Dzień dobry”,
usłyszała: „Pani z nami pozwoli i proszę nie zadawać pytań, wszystkiego dowie
się pani na posterunku”. Na posterunku czekał już sędzia delegacyjny.
− Otrzymaliśmy obywatelskie zawiadomienie na pani temat – zakomunikowało
jego posępne oblicze spoglądające zza sędziowskiego stołu na podwyższeniu. W
dole przy pulpicie oskarżonych stała sobie mała, drobna Florencja.
Sędziowie delegacyjni zazwyczaj mieli posępne oblicza. Niewykluczone, że
było to główne kryterium ich doboru. Sądy miejskie wysyłały ich na posterunki
SNRP lub SOPD zawsze, gdy trzeba było przeprowadzić natychmiastowy,
błyskawiczny proces. Zazwyczaj dotyczyło to drobnych lub średnich wykroczeń
przeciw Doskonałemu Porządkowi, gdy wina delikwentów nie budziła wątpliwości.
Jak wszyscy sędziowie delegacyjni ubrany był w czarny surdut z żółtymi rękawami
oraz coś w rodzaju czarnego melonika z żółtym otokiem, bez ronda. Żółta
bransoleta identyfikowała go jako WPołowieDoskonałego. Florencji skojarzył się
natychmiast z wielką, nadętą pszczołą, co wywołało w niej taką wesołość, że
zagryzła wargi, aby nie parsknąć śmiechem i nie obrazić godności sądu. Sędzia
szybko rozwiał jej ochotę do żartów.
− Vaduz Polder, prezes Stowarzyszenia na rzecz Zachowania Odrębności
Natury Ludzkiej nagrał rozmowę z tobą i przesłał ze swojego Łącznika – ciągnął
sędzia. – W rozmowie uczestniczyły jeszcze dwie osoby, ale to ty byłaś
najbardziej aktywna.
Polder okazał się więc nie tylko strachliwym człowieczkiem bez jaj, ale
przede wszystkim strachliwym donosicielem bez jaj.
− Falun nie wie, z kim współpracuje – zaniepokoiła się Florencja.
− Z twoich wypowiedzi otrzymaliśmy obraz osoby niedoceniającej osiągnięć
Ery Doskonałości – kontynuował przedstawiciel Doskonałej Władzy Sądowniczej. –
Ujawniłaś swoje skrywane dotąd tendencje do lekceważenia zaleceń Doskonałych,
co w przyszłości może przerodzić się w ignorowanie, a nawet sabotowanie tychże
zaleceń. Pierwsze symptomy takiego niebezpieczeństwa ujawniły się już podczas
przekazanej nam rozmowy. Namawiałaś prezesa organizacji działającej zgodnie z
Prawem dla ludzi ustanowionym przez Doskonałych do działań niezgodnych z tym
Prawem.
− Nieprawda! – Niewytrzymała Florencja. – Niczego takiego nie mówiłam.
− Milczeć! – Krzyknął sędzia. – Nie udzieliłem głosu! I nie udzielę. To
jest odczytanie decyzji Sądu. – Odchrząknął i czytał dalej: – Już wcześniej
prowadziłaś wspólnie z innymi osobami spotkania dyskusyjne, podczas których
pa-dały opinie, że Reszta Populacji powinna mieć większy wpływ na życie publiczne
oraz że trzeba na nowo przeanalizować osiągnięcia dawnego świata, bo być może
niektóre z nich dadzą się zastosować w Erze Doskonałości. Te niedorzeczne
mrzonki nie spotkały się z żadnym odporem ze strony organizatorów spotkań. Ty
również milczałaś, a nawet przytakiwałaś.
Florencji nigdy do głowy nie przyszło, aby na spotkaniach klubu dyskusyjnego
napadać na kogokolwiek za głoszone opinie. Każdy mógł przyjść i po-wiedzieć, co
myśli. Na tym to polegała formuła i dlatego cieszyła się popularnością.
Najwyraźniej pojawiły się również wtyki SNRP. Wstęp był wolny i nieograniczony,
a Florencja nie sprawdzała niczyjej tożsamości.
− Zaoferowałaś Vaduzowi Polderowi gotowość do zaktywizowania organizacji
i zwiększenia rozmachu jej działania – przynudzał sędzia. – Można sobie
wyobrazić, jakie przybrałoby to formy. Zetknięcie się waszych niepoważnych
pomysłów ze zinstytucjonalizowaną strukturą stałoby się niebezpieczne dla
Doskonałego Porządku. Oczywiście nic nie jest w stanie obalić Doskonałego
Porządku, ale moglibyście zatruć umysły innych ludzi z Reszty Populacji.
Dla-tego właściwie postąpił obywatel Polder, informując nas o całej sprawie.
Zważywszy na twój młody wiek i niską świadomość obywatelską, której wynikiem są
owe rodzące się poglądy, wydam litościwy wyrok. Skazuję cię Florencjo Conti z
Reszty Populacji na półroczny pobyt w Ośrodku Uspołecznienia, w miejscu, które
pozostanie ci nie znane. Będziesz wykonywała tam prace na rzecz ogółu społeczności.
Poznasz również namiastkę pracy dawnego świata, co da ci porównanie z życiem w
Erze Doskonałości i mniemam, że wypędzi z twojej głowy niewłaściwe zamiary. Do
ośrodka zostaniesz przewieziona jeszcze dziś w nocy. Proces ogłaszam za
zakończony.
Z sali trafiła z powrotem do celi, oczekując, aż wywiozą ja w nieznanym
kierunku i ulokują w obozie, po którym nie spodziewała się niczego dobrego.
Martwiła się, jak przetrwa tam pół roku, będąc poniżaną jako najgorsza ludzka
grupa, wysłuchując dennych pogadanek, ideologicznego jadu i wykonując
niewolniczą pracę.
Zamknęła oczy i dotknęła Ametystu. To zawsze ją uspokajało.
(...)
"Dwunasta warstwa" e-bookowo 2012 r.
piątek, 7 sierpnia 2015
Marcus [całość, uzupełnienie]
Rzym.
Serce Imperium. Ukoronowanie jego żołnierskiej drogi. Po latach tułania się na
peryferiach Cesarstwa, trafił do siedziby najpotężniejszych władców w całym
cywilizowanym świecie i objął dowództwo centurii. Liczył, że wszystko w jego
życiu odmieni się, a przede wszystkim, że odejdą wspomnienia prześladujące go
od trzydziestu lat, kiedy jako bardzo młody legionista zetknął się z czymś,
czego do dziś nie mógł pojąć. Armia wyjaśniła mu jak ma interpretować zdarzenie,
którego był świadkiem i co powinien na ten temat mówić. Najlepiej nie mówić nic.
Armia wybaczyła niewykonanie zadania, a to nie zdarzało się często. Już ten
fakt spowodował, że przez lata Marcus stosował się do instrukcji, ale w
nawiedzających go snach widział tego człowieka, tak jak widział go wtedy, nocą,
kroczącego między zdezorientowanymi żołnierzami, którzy nie potrafili w żaden
sposób zareagować. Nie sparaliżował ich strach. Jeden, bezbronny człowiek nie
był w stanie im zagrozić. Obezwładniła ich niewidzialna siła, podążająca razem
nim. Zapewne dlatego prości żołnierze tak łatwo zgodzili się zapomnieć o całym
zdarzeniu i przyjąć inną wersję wydarzeń. Marcus również próbował, lecz
prawdziwych wspomnień nigdy nie potrafił wymazać z pamięci.
Teraz
powróciły ze spotęgowaną siłą. Wczoraj, gdy przechadzał się wąską ulicą wśród
straganów, zaczepił go nieznajomy. Miał około trzydziestu lat i nie pochodził z
Rzymu. Pytał o drogę. Marcus wytłumaczył mu jak dojść pod wskazane miejsce.
Nieznajomy podziękował i dodał jeszcze, że idzie do przyjaciela, aby zabrać go
z Rzymu. Marcus wzruszył ramionami. Nie lubił, kiedy obcy ludzie zwierzali mu
się ze swoich spraw. Szybko zapomniał o tym spotkaniu. Do czasu. W nocy znowu
dręczył go sen. Zerwał się i usiadł na łóżku. Człowiek, którego dzisiaj spotkał
był tym, który ukazywał mu się w snach i tym, którego pilnowali trzydzieści lat
temu. Na dodatek przypomniał sobie, co stało się wczoraj w Rzymie.
Nazajutrz
poprosił o spotkanie Quintusa, dowódcę kohorty. Z całego oddziału, który wtedy
pełnił wartę tylko oni dwaj żyli. Pozostali zginęli w walkach i potyczkach, a Decimus
zniknął bez śladu w Brytanii. Uznano, że prawdopodobnie został porwany i
zamordowany przez miejscowych barbarzyńców.
Quintus
zaprosił Marcusa do swojego domu.
- O
czym chciałeś porozmawiać? – Nalał przyjacielowi wina.
-
Wiesz kogo wczoraj stracono? – Zapytał Marcus.
-
Jednego z tych nawiedzonych wichrzycieli – Quintus patrzył badawczo na Marcusa.
-
Spotkaliśmy go trzydzieści lat temu w Jerozolimie. Należał do grupy innego
wichrzyciela.
-
Pamiętam – Quintus uśmiechnął się sztywno. – Kiedy skazano jego przywódcę,
obleciał go strach i wypierał się, że kiedykolwiek znał swojego mistrza.
-
Teraz już się nie bał. Zmarł z jego imieniem na ustach, chociaż ten, którego
uznał za swojego mistrza nie żyje od tak dawna.
Quintus
spojrzał mu prosto w oczy.
- Do
czego zmierzasz?
-
Wczoraj spotkałem człowieka łudząco podobnego, do skazańca, którego grobu
pilnowaliśmy wtedy…
Quintus
oparł się na krześle i skrzyżował ręce na piersiach.
- Nie
pamiętam już nawet jak tamten wyglądał.
- A ja
tak – Marcus popił łyk wina. – On śni mi się prawie codziennie. Czy nigdy,
chociaż przez chwilę nie zastanawiałeś się, co się wtedy wydarzyło?
Quintus
pokręcił głową.
-
Niepokoję się o ciebie Marcusie. Żołnierz nie zastanawia się, tylko wykonuje
rozkazy. Mieliśmy wtedy szczęście, że nie spotkała nas surowa kara.
Pozwoliliśmy, żeby wykradziono ciało.
- Czy
aby na pewno je wykradziono? Nie pamiętasz już, co wtedy zobaczyliśmy. Kogo
zobaczyliśmy?
W
odpowiedzi Quintus poderwał się i obiema pięściami walnął w stół przewracając
dzban i rozlewając wino.
-
Nikogo nie zobaczyliśmy – syknął. – Jego uczniowie wykradli ciało. Zawaliliśmy
sprawę. Upiekło nam się. Dzięki temu ty i ja jesteśmy sobie teraz w Rzymie i
spokojnie kończymy naszą żołnierską karierę. Lepiej niech ci nie odbije na
stare lata. Jeśli masz sny napij się wina i znajdź sobie dziewkę.
Marcus
stał od stołu. Wytarł odzienie ochlapane winem.
- Próbowałem
wina i dziewek. Nie pomogło. – Odwrócił się i ruszył w kierunku wyjścia.
Zatrzymał się jeszcze w drzwiach. – Jego uczniowie nie mogli wykraść ciała.
Siedzieli wtedy wystraszeni w domach. Z wyjątkiem jednego, który się powiesił.
- Nie
wykradli ciała osobiście, tylko wynajęli zbirów! Dosypali nam czegoś do napojów
i mieliśmy halucynacje! Ty chyba nadal je masz! – krzyczał jeszcze Quintus, ale
Marcusa już nie było.
Szedł
przed siebie ulicami Rzymu nie zwracając uwagi na nic i nikogo. Zapędził się aż
na drogę wychodzącą z miasta. Była pusta o tej porze dnia. Spotkał tylko
jednego wędrowca.
-
Stój! – krzyknął do niego Marcus, a nieznajomy zatrzymał się. – Czy to nie ty
pytałeś mnie wczoraj o drogę?
Ten
potwierdził. Marcus pytał dalej.
- Czy
nie jesteś przypadkiem krewnym człowieka skazanego na ukrzyżowanie trzydzieści
lat temu w Jerozolimie? Buntownika, który obwołał się królem.
Nieznajomy
patrzył przez chwilę na żołnierza i odpowiedział pytaniem.
-
Dobrze mnie zapamiętałeś Marcusie?
- Skąd
znasz moje imię – zmarszczył brwi. – Nie wyjawiłem ci go
- Znam
wszystkie wasze imiona. Quintus, Decimus…
-
Decimus zaginął w Brytanii – przerwał Marcus. – Dwadzieścia lat temu.
- Nie
zaginął – odpowiadał spokojnie nieznajomy. – Spotkałem go, a on poszedł ze mną.
- Poszedł
z tobą? A może to ty go zabiłeś? Nie wyglądasz mi, co prawda na mieszkańca Brytanii,
ale jesteś jakiś podejrzany – Marcus chwycił za rękojeść miecza. – Pójdziesz ze
mną do Quintusa. Jeśli twierdzisz, że go znasz, mój przyjaciel chętnie z tobą
porozmawia.
Przybysz
stał spokojnie. Nie przestraszył się rzymskiego żołnierza. Patrzył mu prosto w
oczy.
- Ciebie
Marcusie zapamiętałem najlepiej. Wtedy, przy moim grobie, na moment spojrzałeś
mi prosto w oczy. Ty jeden próbowałeś pojąć, z czym masz do czynienia.
Twarz
Marcusa złagodniała. Napięte mięśnie rozluźniły się.
- To
nie możesz być ty - wyszeptał. – Minęło tyle lat. Nawet, jeśli udało ci się
jakimś cudem przeżyć, powinieneś być starszy ode mnie. Chyba, że…
Żołnierzowi
zabrakło słów. Wpatrywał się w nieznajomego czekając na jakiś jego znak.
-
Wiem, że nie jest łatwo w to uwierzyć – usłyszał odpowiedź. – Nie było łatwo nawet
tym, którzy ze mną byli. Piotr też miał wiele wątpliwości.
- On
nie żyje.
Wędrowiec
zaprzeczył.
- Po
niego przyszedłem i zabrałem go stąd. A ty Marcusie? Co postanowisz?
Marcus
spojrzał w kierunku zabudowań Rzymu. Potem jeszcze raz przyjrzał się dokładnie
nieznajomemu.
*
Następnego
dnia Quintus polecił rozpoczęcie poszukiwań Marcusa, kiedy ten nie zjawił się
na odprawie kohorty. Przez kilka dni przeszukano cały Rzym i okolice. Bez
śladu. Jakby zapadł się pod ziemię. Quintus nigdy nie wspomniał podwładnym o
ich ostatniej rozmowie. Jeszcze posądzono by go, że ma jakiś udział z
zniknięciu Marcusa. Tymczasem jego przyjaciel, jak tłumaczył to sobie Quintus,
zwariował na stare lata i postanowił rozpocząć nowe życie. Na wszelki wypadek Quintus
przeprowadził własne śledztwo chcąc dowiedzieć się czy ktoś w mieście widział
człowieka około trzydziestki, z ciemnymi włosami do ramion i zarostem,
pochodzącego ze wschodnich rubieży Imperium. Okazało się, że ktoś odpowiadający
rysopisowi pojawił się na miejscu egzekucji, a na drugi dzień widziano go jak opuszcza
Rzym. Tu jednak jego ślad urywał się.
*
Kilka lat później Quintus
zaginął bez śladu…
środa, 8 lipca 2015
GAWRIEL - scenariusz komiksu
Jedno ze swoich opowiadań przerobiłem na scenariusz komiksu. Nigdy wcześniej takiej formy nie próbowałem, więc nie wiem czy wszystko jest zgodne z regułami. Sam rysować nie potrafię, ale jeśli znajdzie się zainteresowany rysownik chętnie scenariusz udostępnię
GAWRIEL
Kadr 1 – ulica Bułgarska; wieczór, widok stadionu, z
którego wychodzą kibice
Kadr 2 – zbliżenie na trzech młodych ludzi w bluzach z
kapturami, którzy biją ich rówieśnika
Kadr 3 – uciekają widząc nadciągający oddział policji
Kadr 4 – okolice stadionu; trójka młodych ludzi idzie
wąską, ciemną ulicą; spotykają młodego Hindusa
Kadr 5 – zbliżenie na twarze trójki, maluje się na nich
złość i pogarda; padają słowa [Czarnuch]
i [Żyd]
Kadr 6 – zbliżenie na najwyższego z nich [Jeden chuj. Będzie wpierdol]
Kadr 7 – Hindus kopany i okładany pięściami
Kadr 8 – zostawiają Hindusa leżącego na chodniku i
krwawiącego; na odchodnym spluwają na niego
Kadr 9 – Chwaliszewo; kamienista uliczka wąsko zabudowana
kamienicami, trójka młodych ludzi idzie środkiem, trzymają w ręku butelki z
piwem; zataczają się, jeden z nich mówi [Idziemy
nad Wartę, zajaramy trawę] rechoczą;
Kadr 10 – obok nich pojawia się duży, czarny pies; w
mroku nocy jest prawie niewidoczny, wygląda jak cień
Kadr 11 – rzucają w niego butelkami, pies ucieka, brzęk
tłuczonego szkła
Kadr 12 – dochodzą prawie do końca ulicy, w oddali widać
rzekę, nagle jeden z nich woła wskazując palcem [Patrzcie kurwa! Co to za ciota?!]
Kadr 13 – zbliżenie na
czarnego psa i stojącą przy nim postać, widać tylko czarne buty wystające spod
długiego, czarnego płaszcza
Kadr 14 – zbliżenie na
trójkę zbirów, drwiąca twarze, [Znalazł
właściciela] naśmiewają się
Kadr 15 – zbliżenie na
część twarzy tajemniczej postaci, widać tylko oczy, reszta skryta w mroku;
Postać [Spotkaliście wcześniej mojego psa?]
Kadr 16 – najwyższy z
nich podchodzi bliżej [To czarne bydle? Jak
bym wiedział, że to twoje, celowałbym lepiej]
Kadr 17 – postać [Nie ugryzł was?]
Kadr 18 – oprychy
zaciskają pięści
najwyższy [Dawaj co masz]
najwyższy [Dawaj co masz]
Kadr 19 – postać [Nie ugryzł]
Kadr 20 – Chwaliszewo,
słoneczny dzień; miejsce zbrodni otoczone taśmą policyjną, wokół kręcą się
policjanci, technicy, dookoła gapie.
Kadr 21 – zbliżenie na
dwóch starszych mężczyzn przyglądających się pracy policji
Mężczyzna 1 [Tutaj zawsze było niebezpiecznie, ale takiej makabry nie pamiętają najstarsi mieszkańcy]
Mężczyzna 2 [Ci, co ich znaleźli mówili, że karki mieli dokładnie przetrącone]
Mężczyzna 1 [Tutaj zawsze było niebezpiecznie, ale takiej makabry nie pamiętają najstarsi mieszkańcy]
Mężczyzna 2 [Ci, co ich znaleźli mówili, że karki mieli dokładnie przetrącone]
Kadr 22 – na miejsce
morderstwa podjeżdża nieoznakowany samochód; wysiada z niego dwóch policjantów
w cywilu
Kadr 23 – zbliżenie na
ich twarze; jeden ok. 40 lat, jasne włosy, drugi bliżej 60 lat, ciemne włosy z
siwymi skroniami
Kadr 24 – policjanci
podchodzą do taśmy, przy której stoi technik, ubrany w żółtą odblaskową
kamizelkę, technik pręży się na baczność
Technik [Panie Komendancie…]
Kadr 25 – Starszy
policjant, Komendant macha rękę
Komendant [W porządku przejdźmy od razu do rzeczy]
Młodszy policjant
przedstawia się technikowi [Komisarz
Romanowski]
Kadr 26 – zbliżenie na Technika
Technik [Trzech młodych mężczyzn, w wieku od 16 do
19 lat. Śmierć w wyniku uszkodzenia kręgów szyjnych]
Kadr 27 – zbliżenie na
Komendanta
Komendant [Ktoś im skręcił karki]
Kadr 28 – zbliżenie na
Technika, który z zakłopotaną miną drapie się po łysej głowie
Technik [Skręcił to za mało powiedziane. Ich karki zostały złamane jak zapałki. Szyje wygięte pod kątem dziewięćdziesięciu stopni]
Technik [Skręcił to za mało powiedziane. Ich karki zostały złamane jak zapałki. Szyje wygięte pod kątem dziewięćdziesięciu stopni]
Kadr 29 – zbliżenie na
komisarza Romanowskiego
Romanowski [Wiemy coś o zabitych?]
Kadr 30 – zbliżenie na
Technika
Technik [Kilka razy notowani za udział w bójkach
między kibolami. Wczoraj Kolejorz grał z Wisłą. Jeden z nich był podejrzewany o
dilerkę, ale niczego mu nie udowodniono. Do teraz. Znaleźliśmy przy nim
amfetaminę i marihuanę. Sporo tego. Z pewnością nie na własny użytek]
Kadr 31 – zbliżenie na
twarz Komendanta, który lekko się uśmiecha
Komendant [No to już coś mamy]
Kadr 32 – zbliżenie na
Technika; niepewne spojrzenie
Technik [Coś mi tutaj nie pasuje]
Kadr 33 – Technik i
policjanci podchodzą do trzech ciał przykrytych czarnymi workami
Kadr 34 – Technik klęka
przy jednym z nich, rozpina worek, Komendant i Romanowski przyglądają się
uważnie.
Kadr 35 – zbliżenie na
Komendanta
Komendant [Gorsze rzeczy już widziałem, ale trzeba
przyznać, że precyzyjna robota]
Romanowski [I czysta. Zero krwi]
Kadr 36 – Technik wstaje
Technik [Zbyt precyzyjna i za czysta. Takie
obrażenia mogły powstać po niezwykle silnych ciosach, zadanych bardzo ciężkim
narzędziem, które musiałoby pozostawić ślady. Tymczasem poza przełamanymi
kręgami szyjnymi nie mają nawet zadrapań. Może to zrobił ktoś w rodzaju ninja?]
Kadr 37 – zbliżenie na
wykrzywioną twarz Komendanta, spokojnego Romanowskiego i Technika
Komendant
[Dobra, dobra. Wystarczy mi jeden
Hindus]
Romanowski
wyjaśnia zdziwionemu Technikowi [W nocy
znaleziono pobitego do nieprzytomności studenta Indii. Jest w ciężkim stanie]
Technik
[Więcej powiem wam po badaniach w
laboratorium]
Kadr
38 – Romanowski (za kierownicą) i Komendant jadą samochodem
Komendant
[Do sprawy przydzielam ci aspirant Karen
Dahlgren. Chłopaki mają już inne zadania]
Romanowski
wzdychając [Niech będzie. Skąd takie
nazwisko?]
Kadr
39 – samochód podjeżdża pod budynek Komendy Miejskiej Policji przy ul. Szylinga
(dialogi wydobywają się z samochodu)
Komendant
[Pochodzi z mieszanego małżeństwa.
Urodziła się w Szwecji, a później jej matka rozwiodła się i wróciła do kraju]
Kadr
40 – Komendant i Romanowski wysiadają z samochodu i idą w kierunku budynku
Romanowski
[Podobno ukończyła Szczytno z
wyróżnieniem?]
Komendant
klepiąc Romanowskiego po plecach [To nie
to samo, co praktyka. Niech uczy się od najlepszych]
Kadr
41 – wnętrze budynku Komendy, wchodzą do obszernego holu
Romanowski
[Ładna przynajmniej?]
Komendant
śmiejąc się [Sam ocenisz. Ja nie jestem
obiektywny, bo w moim wieku każda dziewczyna po studiach przykuwa uwagę]
Kadr
42 – następnego dnia na Komendzie, pokój służbowy, dwa biurka, krzesła,
Romanowski wita się Karen Dahlgren, wysoka, szczupła wysportowana sylwetka,
włosy koloru miedzi
Romanowski
podając rękę [Jacek Romanowski. A
właściwie Jacek]
Karen
uśmiechając się [Karen]
Kadr
43 – oboje siedzą przy biurku, Romanowski podsuwa Karen teczkę
Romanowski
[Wyniki badań laboratoryjnych. Na trójce
z Chwaliszewa znaleziono krew, która należy do pobitego Hindusa]
Karen
[Najpierw oni, później ich pobito]
Kadr
44 – zbliżenie na Romanowskiego, opiera się na krześle, krzyżuje ręce na
piersiach
Romanowski
[Pobito skutecznie, ale nadal nie mam
pojęcia kto ich załatwił. Może to zemsta kolegów Hindusa]
Kadr
45 – zbliżenie na Karen
Karen
[Z tego co mi wiadomo mieszka w Poznaniu
sam]
Kadr
46 – znowu szersze ujęcie pokoju i dwójki siedzącej przy biurku
Romanowski
[Tak czy owak to była profesjonalna
robota]
Karen
[Tylko po co wysyłać profesjonalistów na
trzech nastolatków?]
Kadr
47 – Romanowski wstaje od stołu
Romanowski
[Zapoznaj się z dokumentacją, Może coś
zwróci twoją uwagę]
Kadr
48 – Karen siedzi przy biurku w swoim pokoju i czyta akta
Karen
do siebie w myślach [Nikt niczego nie
widział, ani nie słyszał]
Kadr
49 – uchylają się drzwi zagląda Romanowski
Romanowski
[Znalazłaś coś ciekawego?]
Kadr
50 – Karen uśmiecha się
Karen
[Niewiele. Z wyjątkiem opowieści pewnej
starszej pani, która twierdzi, że widziała dużego czarnego psa]
Kadr
51 – Romanowski nachyla się nad aktami leżącymi na burku Karen
Romanowski
[Co z tym psem]
Karen
[Ta pani twierdzi że zaraz po wojnie
taki pies grasował po Chwaliszewie i gryzł ludzi]
Kadr
52 – zbliżenie na Romanowskiego
Romanowski
śmiejąc się [Super. Mamy psa
Baskerville’ów]
Kadr
53 – szersze ujęcie pokoju
Romanowski
[Na dzisiaj wystarczy ci lektury. Jesteś
wolna]
Kadr
54 – Karen idzie ulicą w okolicy Rynku Jeżyckiego, zatrzymuje się przy
księgarni i przygląda się czemuś. W jej oczach błysk zainteresowania.
Kadr
55 – Karen w księgarni, bierze do ręki album, przegląda z dużym
zainteresowaniem.
Kadr
56 – Sołacz, willa w kremowym kolorze, przed ogrodzeniem stoi Karen, dzwoni na
domofon.
Kadr
57 – zbliżenie na furtkę, na której znajduje się tabliczka z napisem ZYGMUNT
FRĄCKOWIAK
Kadr
58 – wnętrze willi, duży salon, stylowe meble, pośrodku duży stół, w pokoju
Karen i wysoki mężczyzna, ciemne włosy, zaczesane na bok, siwiejące skronie,
ciemny wąs z siwymi nitkami.
Frąckowiak
[Nie będę pytał jak mnie pani znalazła,
bo przecież mam do czynienia z policjantką]
Karen
[Udałam się do firmy, która wydała
pańską książkę, przedstawiłam się, powiedziałam, że prowadzę śledztwo i bez
problemu otrzymałam namiary]
Kadr
59 – zbliżenie na Frąckowiaka
Frąckowiak
[A dlaczego właściwie policja interesuje
się moją książką o Chwaliszewie?]
Kadr
60 – Frąckowiak gestem zaprasza do stołu
Karen
siadając [Zapewniam, że nie jest pan w
kręgu podejrzanych. Szczegółów nie mogę zdradzać, ale chciałabym usłyszeć
historię o czarnym psie]
Kadr
61 – Frąckowiak siedząc przy stole [To chyba
jedna z najdziwniejszych i najbardziej niejasnych legend o Chwaliszewie]
Kadr
62 – opowieść Frąckowiaka, panorama starego Chwaliszewa
tekst
[Zawsze żyło tam podejrzane towarzystwo,
złodzieje, nożownicy i grupy pospolitych żuli, ale po drugiej wojnie ludzie
bali się jeszcze bardziej]
Kadr
63 – zbliżenie na ulicę na Chwaliszewie, ciemno i pusto, ale można zauważyć
czarny cień przypominający psa
tekst
[Nikt przy zdrowych zmysłach nie
wychodził po zmroku z mieszkania. Wszystko przez dużego, czarnego psa, który
podobno błąkał się po okolicznych uliczkach. Ludzie uważali, że pies pochodzi
od sił nieczystych, a wszystko przez hitlerowców]
Kadr
64 – pod nadzorem niemieckich żołnierzy robotnicy brukują ulicę na Chwaliszewie
tekst
[Mieli oni wybrukować ulice kamieniami z
żydowskiego kirkutu, który znajdował się w innej części Poznania. Na jednym z
kocich łbów przy ulicy Czartoria ktoś podobno znalazł napis w języku
hebrajskim]
Kadr
65 – zbliżenie na jeden z kamieni w bruku, na nim napis [גבךיאל]
tekst
[To było imię. Gawriel]
Kadr
66 – zbliżenie na Frąckowiaka [Niestety
legenda nie wyjaśnia, co mają ze sobą wspólnego czarny pies i imię wyryte w
kamieniu. Jednak od tej pory zaczęto nazywać psa imieniem Gawriel]
Kadr
67 – zbliżenie na ulicę na Chwaliszewie, czarny pies szarpie za nogę mężczyznę
o wyglądzie menela
tekst
[Z czasem pies z legendy przestał mieć
tak złowrogie znaczenie. Podobno jeśli nocą ugryzł jakiegoś złoczyńcę, ten
nawracał się i przestawał być zły]
Kadr
68 – Frąckowiak i Karen wstają od stołu, żegnają się
Frąckowiak
[Ot i cała legenda]
Kadr
69 – Karen idzie przez park Sołacki, dzwoni telefon, w słuchawce głos
Romanowskiego [Dobra wiadomość! Hindus
odzyskał przytomność. Pokazaliśmy mu zdjęcia trójki zabitej na Chwaliszewie. Od
razu ich rozpoznał]
Kadr
70 – Karen [Jadę obejrzeć miejsce
zabójstwa. Dołączysz do mnie?]
Romanowski
[Czemu nie. Spotkajmy się na
Chwaliszewie]
Kadr
71 – Chwaliszewo, zapada wieczór, Karen i Romanowski stoją w miejscu, w którym
znaleziono zabitą trójkę
Karen
[Dlaczego właściwie cały czas mówimy o
mordercach. No, wiesz w liczbie mnogiej?]
Romanowski
[Nie sądzisz chyba, że to dzieło jednego
człowieka?]
Kadr
72 – Karen z uwagą przygląda się brukowym kamieniom, przykuca przy jednym z nich,
jest trochę szerszy od innych, jaśniejszy i bardziej spłaszczony.
Karen
[Czy możemy go wykopać?]
Kadr
73 – Romanowski ze zdziwieniem i ociąganiem wyciąga nóż i wydłubuje ziemie
wokół kamienia, wyrywa go z ziemi i przewraca na drugą stronę
Kadr
74 – Karen odgarnia ręką resztki ziemi z kamienia
Karen
[Jest]
Kadr
75 – Romanowski z ironicznym uśmiechem [Co
tam znalazłaś? Wizytówkę sprawcy?]
Karen
[Sam zobacz]
Kadr
76 – Zbliżenie na kamień; na szarej gładkiej powierzchni wyrzeźbiony napis: [גבךיאל]
Kadr
77 – Romanowski wzruszając ramionami [Co
to ma być?]
Karen
[Kamień pochodzi prawdopodobnie z
żydowskiego grobu. Znam trochę hebrajski]
Kadr
78 – Romanowski z coraz bardziej poirytowanym wyrazem twarzy [Wiem, odbyłaś staż w Tel Avivie. Co ten kamień
ma wspólnego z potrójnym morderstwem?]
Karen
[Znasz legendę o czarnym psie z
Chwaliszewa?]
Kadr
79 – Romanowski coraz bardziej wściekły [Zajmujesz
się pierdołami zamiast pracować!]
Karen
w myślach [Ale z niego cham], głośno
mówi [To fragment grobu i zasługuje na
godne miejsce. Skontaktuję się z człowiekiem, który będzie wiedział jak
zaopiekować się kamieniem]
Kadr
80 – Zbliżenie na odchodzącego Romanowskiego [Załatw to szybko, ja się trochę przejdę]
Kadr
81 – Karen do telefonu […dziękuję,
czekam na Chwaliszewie]
Kadr
82 – Na Chwaliszewo przyjeżdża samochód, białe kombi, wysiada z niego Zygmunt
Frąckowiak.
Kadr
83 – Frąckowiak przygląda się uważnie kamieniowi, mówi do stojącej obok Karen [Niesamowite odkrycie!]
Karen
[Nie bardzo wiem, co z tym zrobić]
Kadr
84 –Frąckowiak ładując kamień do bagażnika [Zaopiekuję
się znaleziskiem. Kamień zostanie przebadany. Sprawdzi się jaki jest stary, a
później trafi do muzeum miejskiego, albo do muzeum żydowskiego. Znajdzie się
dla niego odpowiednie miejsce]
Kadr
85 – Romanowski stoi nad brzegiem Warty i pali papierosa, zapadł zmrok,
podchodzi Karen
Karem
[Załatwiłam sprawę. Możemy brać się do pracy]
Romanowski
[Wykopiemy kolejny kamień?]
Kadr
86 – zbliżenie na Karen [Może w
ciemnościach zauważymy, coś, czego nie widać za dnia]
Kadr
87 – Karen i Romanowski idą wąską i ulicą Tylne Chwaliszewo, rozglądają się na
boki
Kadr
88 – nagle widzą na swojej drodze starca z siwą długa brodą, w czarnym
kapeluszu przypominającym melonik i w czarnym długim płaszczu, przy jego nogach
siedzi duży, czarny pies
Kadr
89 – zbliżenie na starca
Starzec
[Dobry wieczór]
Kadr
90 – zbliżenie na Romanowskiego, który pokazuje legitymację policyjną
Romanowski
[Dobry wieczór, komenda miejska policji]
Kadr
91 – starzec ignorując Romanowskiego zwraca się do Karen [Chcę pani podziękować]
Kadr
92 – na twarzy Karen niepokój miesza się z zaciekawieniem [Podziękować? Za co? Znamy się?]
Kadr
93 – zbliżenie na starca i psa
Starzec
[Podziękować za ten kamień. Zadała sobie
pani trud, żeby go odnaleźć i zapewnić godne miejsce. Przez tyle lat ludzie po
nim chodzili i jeździli, a to przecież jedyne, co po mnie zostało]
Kadr
94 – starzec wskazuje na psa
Starzec
[On też wie, że pani jest dobra. Nie
musi nawet sprawdzać]
Kadr
95 – ujęcie Karen, Romanowskiego, starca i psa; Romanowski
Karen
wskazując na psa [Czy to Gawriel?]
Starzec
uśmiechając się lekko [Ja jestem
Gawriel. A ponieważ ludzie wołali tak na psa, więc nawałem go swoim imieniem]
Romanowski
patrząc na starca z niechęcią [Wiadomo
coś panu na temat zamordowania trzech młodych ludzi, w nocy z soboty na
niedzielę?]
Kadr
96 – zbliżenie na twarz starca [Nie było
w nich ani grama dobra. Gawriel nawet nie próbował ich ugryźć. To nic by nie
dało]
Kadr
97 – zbliżenie na Romanowskiego i starca
Romanowski
robiąc krok w kierunku starca [Czy ma
pan coś wspólnego z tym morderstwem? Wie pan kto ich zabił?]
Starzec
[Zostali zabici przez ich własną
nienawiść]
Romanowski
[Pan pozwoli z nami na komisariat]
Kadr
98 – zbliżenie na Starca-Gawriela [Na
mnie już czas. Moje imię wyryte w kamieniu zazna teraz spokoju, a ja nie będę
musiał walczyć ze złem. Wszystkich złych ludzi nie nawrócę i nie pokonam. Niech
świat sobie z nimi radzi. Nareszcie mogę opuścić Chwaliszewo]
Kadr
99 – Romanowski wyjmuje pistolet [Nigdzie
nie pójdziesz!]
Kadr
100 – czarny pies momentalnie dopada do Romanowskiego i chwyta zębami jego nogę
na wysokości łydki, policjant traci równowagę.
Kadr
101 – Romanowski upada, pistolet wypada mu z ręki.
Kadr
102 – Romanowski podnosi się i rozgląda, po starcu i psie nie ma śladu
Romanowski
do Karen [Dlaczego za nim nie
biegniesz!? Ten stary nie mógł uciec daleko!]
Karen
[Nic nie rozumiesz. Nie znajdziemy ich
już. Oni nie są... Ta legenda jest prawdziwa]
Kadr
103 – Romanowski stoi naprzeciwko Karen
Romanowski
[Oddaj broń, legitymację i wynoś się do
domu. Sam się wszystkim zajmę. Chłopaki zaraz otoczą całe Chwaliszewo i
złapiemy go, a ty stawisz się jutro skoro świt w komisariacie. Twoja kariera
skończyła się zanim na dobre się zaczęła. Już ja się o to postaram]
Kadr
104 – Karen oddala się od miejsca zdarzenia, ukradkiem ociera łzę, w myślach
mówi do siebie [Przynajmniej udało się
wszystko wyjaśnić. Gawriel z psem nie będą musieli się już tułać po
Chwaliszewie. Szkoda, że on tego nie rozumie]
Kadr
105 – Następnego dnia radno, mieszkanie Karen, która stoi przed lustrem i
poprawia makijaż, zbliżenie na twarz odbitą w lustrze.
Kadr
106 – teraz Karen przegląda się cała w lustrze, ubrana w ciemny elegancki
kostium (garsonka + spodnie), na twarzy nieco silniejszy makijaż niż zwykle,
włosy spięte do tyłu, lekko uśmiecha się. Mówi do siebie w myślach [Wyglądam jak agentka federalna. A co tam.
Trzeba zrobić wrażenie w ostatnim dniu w pracy]
Kadr
107 – ujęcie na stolik stojący przy lustrze, na nim kartka papieru,
wypowiedzenie z pracy złożone przez Karen i jej podpis.
Kadr
108 – zbliżenie na Karen, teraz jest smutna, w myślach [Zawsze chciałam pracować w policji…] w tle rozlega się dzwonek do
drzwi.
Kadr
109 – Karen otwiera drzwi, w progu stoi Romanowski, mierzy ją wzrokiem
Karen
[Nie trzeba było po mnie przyjeżdżać.
Znam drogę na komisariat]
Romanowski
[Wpuścisz mnie? Zanim pojedziemy na
komisariat chciałbym zamienić parę słów]
Kadr
110 – W pokoju Karen i Romanowski siedzą na kanapie
Karen
[Znalazłeś ich? Starca i psa]
Romanowski
[Nie podjąłem poszukiwań]
Kadr
111 – Zdziwienie na twarzy Karen
Romanowski
[Kiedy odjechałaś pokręciłem się trochę
po Chwaliszewie. Potem wsiadłem do samochodu i pojechałem do domu. Usiadłem w
fotelu i przesiedziałem tak całą noc]
Kadr
112 – Karen zaniepokojona [Źle się
czujesz po ugryzieniu]
Kadr
113 – Romanowski zamyślony patrzy gdzieś przed siebie [Po ugryzieniu nie ma śladu. Wiesz co robiłem całą noc? Wspominałem
pewne wydarzenie, które miało miejsce ćwierć wieku temu]
Kadr
114 – opowieść Romanowskiego, stadion piłkarski, w jednym sektorze bójka
kibiców przeciwnych drużyn, widać nacierającą policję
Tekst,
narracja Romanowskiego [Kiedy byłem
mniej więcej w wieku zabitych na Chwaliszewie, zajmował się mniej więcej tym,
czym oni. Moim głównym zajęciem było prowokowanie stadionowych burd i udział w
nich]
Kadr
115 – zbliżenie na młodego Romanowskiego w tłumie kiboli, ubrany w szalik i
krótką kurtkę, wykrzywiona w nienawiści twarz, wyciągnięte ręce z zaciśniętymi
pięściami
Narracja
[Nienawidziłem wszystkich, którzy
różnili od subkultury, w której funkcjonowałem. Nie mieszkałem wtedy w Poznaniu
i kibicowałem innemu klubowi, ale przecież nie o kibicowanie tutaj chodziło.
Najważniejsza była zadyma i to, że można było kogoś pobić potwierdzając w ten
sposób swoją dominację]
Kadr
116 – młody Romanowski kopie z całych sił leżącego na ziemi chłopaka
Narracja
[Pewnego razu skopałem do
nieprzytomności chłopaka w swoim wieku. Dwa dni później przeczytałem, że pobity
zmarł. Nigdy nie powiązano mnie z tym zabójstwem i uniknąłem kary. Żyłem dalej
starając się wymazać z pamięci to zdarzenie]
Kadr
117 – Romanowski podczas przysięgi w szkole policyjnej
Narracja
[Jakiś czas później rozstałem się z
kibolami, wstąpiłem do policji wmawiając sobie, że w ten sposób odpokutuję za
to, co zrobiłem]
Kadr
118 – Romanowski podczas akcji policyjnej, zakuwa w kajdanki przestępcę
Narracja
[Szybko okazało się, że mam talent do
tej roboty i zacząłem piąć się w górę. Z czasem całkowicie zapomniał o pobitym
na śmierć nastolatku]
Kadr
119 – pokój w mieszkaniu Karen
Romanowski
[Nie przypomniałem sobie nawet wtedy,
gdy zobaczyłem w szpitalu pobitego Hindusa i wiedziałem, kto to zrobił.
Dopiero, kiedy ugryzł mnie ten pies, coś się zaczęło ze mną dziać. Najpierw
odeszła mi ochota na poszukiwanie dziwnego starca. Potem w domu, nie mogłem
uwolnić się od obrazu tego chłopka leżącego w kałuży krwi. Wydawało mi się, że
to znowu się dzieje, a ja stoję nad nim i dobijam go ostatnim kopnięciem]
Karen
[Co teraz?]
Kadr
120 – zbliżenie na Romanowskiego
Romanowski
[Pojadę na komisariat, złożę
wypowiedzenie i opowiem szefowi o swojej przeszłości. Potem niech się dzieje co
chce]
Kadr
121 – zbliżenie na Karen
Karen
[Co ze mną?]
Kadr
122 – zbliżenie na Romanowskiego
Romanowski
[Jesteś świetną policjantką. Rozwiązałaś
sprawę. Ta legenda jest prawdziwa. Szkoda, że nikt w nią nie wierzy. Zwłaszcza
policjanci]
Kadr
123 – pół roku później, w muzealnej sali Karen i Zygmunt Frąckowiak stoją przed
gablotą, w której umieszczono kamień wykopany przez Karen na Chwaliszewie
Frąckowiak
[No, udało się znaleźć odpowiednie
miejsce dla eksponatu, jeszcze raz dziękuję, że powierzyła mi pani znalezisko.
Kiedy po raz pierwszy opowiadałem dziennikarzom o odkryciu użyłem określenia
„Gawriel z Chwaliszewa”. I nazwa przyjęła się]
Karen
[Cieszę się, że mogłam pomóc. To
odpowiednie miejsce dla „Gawriela”]
Kadr
124 – Frąckowiak lekko mruży oczy
Frąckowiak
[Swoją drogą, co za zbieg okoliczności.
Imię na kamieniu jak u czarnego psa z legendy]
Kadr
125 – Karen wzruszając ramionami [Pan
jest specjalistą od legend. Ja łapię przestępców]
Kadr
126 – ujęcie na Frąckowiaka i Karen
Frąckowiak
[Ale nadal nie wiecie kto zabił tych
trzech na Chwaliszewie]
Karen
wzdychając [Sprawa chyba skończy się
umorzeniem. Brak jakichkolwiek śladów, zupełnie jakby…]
Kadr
127 – zbliżenie na Frąckowiaka […jakby
zabił ich duch]
Kadr
128 – zbliżenie na Karen [Policja nie
zajmuje się duchami]
Kadr
129 – zbliżenie na Frąckowiaka unoszącego w górę brew [Rozmawiałem z paroma starymi mieszkańcami Chwaliszewa. Mówią, że od
czasu tamtego nikt już nie widział na Chwaliszewie czarnego psa. Trochę im
nawet brakuje tej legendy. Zatęsknili za Gawrielem]
Kadr
130 – Karen wyciąga do Frąckowiak rękę na pożegnanie
Karen
[Niech przyjdą obejrzeć eksponat]
KONIEC
Subskrybuj:
Posty (Atom)
